- Z Francji. Od razu po Transylwanii wiedzieliśmy, że Władca zwoła

– Cześć, kotku.
– Co?
pracowała. Zadzwonił także do Tally White, która żyła, ale umierała ze strachu. Do tego
słuchasz? Powiedziałem już wszystko, co wiem. Jest tu, na taśmie.
Wymijał właśnie lśniące czerwone bmw, gdy przyszła mu do głowy nowa teoria. Cholera.
gardła.
– A jeśli nie?
- A, tak. - Postawiła kawę na stole, wstała i podeszła do okna. Na niebie kłębiły się chmury, zanosiło się na deszcz. Niebo było tak złowieszcze i ciemne, jak ta diabelna klątwa rodzinna. Na werandzie domu po drugiej stronie ulicy kobieta w ogromnym kapeluszu sypała nasiona do karmników dla ptaków. - Tak, klątwa. - Caitlyn zawahała się. Czuła, że to nie w porządku zdradzać tajemnice rodzinne. Raz już wyznała wszystko doktor Wade i wtedy też miała skrupuły. Machinalnie potarła nadgarstki. Nacięcia zaczynały się goić. Tylko skąd one się u diabła wzięły? Niektórzy sami się okaleczają, zadają sobie ból, ale z pewnością - o Boże, proszę - z pewnością nie ona. - Moją rodzinę prześladują choroby psychiczne... no więc... mówię ci o tym, ale myślę, że i tak już wiesz. Uśmiechnął się lekko. - Opowiedz mi o tym. - Nie wiem, ilu pokoleń wstecz to sięga, ale babka Evelyn cierpiała na coś w rodzaju... nazwijmy to demencji. Jej choroba nigdy nie została zdiagnozowana, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. A nawet jeśli, rodzina skrzętnie skrywała tajemnicę. Bo moja rodzina jest z tych, co trzymają trupy w szafie. - Spojrzała przez ramię i uniosła brwi. - Biedna szafa, chyba jest już całkiem pełna. Montgomery powinni wynająć kolejną, a jeszcze lepiej jakiś magazyn lub strych. W każdym razie babka i dziadek Benedict mieli dwoje dzieci, Camerona - to mój ojciec, i Alice Ann. Z Alice Ann, jak to rodzina ładnie ujmuje, „zawsze coś było nie w porządku”. Nie wiem, dziś pewnie nazwano by to zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym czy jakoś tak. Nie pamiętam jej, bo zamknęli ją w za-kładzie. Evelyn... - To twoja babcia, tak? - Tak, babcia. - Ścierpła jej skóra, jak zawsze na myśl o babce. - Ona też była szalona, jeszcze zanim pojawiły się objawy demencji. Ale może to dlatego, że musiała żyć z moim dziadkiem, który... No cóż, był kobieciarzem. Mało powiedziane! Nie było drugiego takiego. - Patrzyła przez okno na pierwsze krople deszczu uderzające o szyby. Ile to razy w dzieciństwie słuchała konspiracyjnych szeptów starszego rodzeństwa lub Lucille i Bernedy. - Nazywał się Benedict Montgomery, to on stworzył Montgomery Bank and Trust. Miał długoletni romans ze swoją sekretarką. Mary Lou Chaney. Ona zaszła w ciążę i urodziła nieślubne dziecko, w tamtych czasach był to wielki skandal. A w dodatku, zamiast zniknąć po cichu w jakimś domu dla samotnych matek, mieszkała sobie spokojnie tuż za miastem. Córkę nazwała Copper Montgomery Chaney. Stało się to na wiele lat przed moim narodzeniem, ale nie wątpię, że babcia była zdruzgotana. Z tego, co mówi rodzina, wtedy właśnie zaczęły się problemy. - Wierzysz w to? - Sama nie wiem. Odkąd pamiętam babcia zawsze była... dziwna. Zgorzkniała. - Wyjrzała przez okno. Na parapecie schroniły się przed burzą gołębie. Deszcz łomotał w okna, kobieta, która krzątała się na tarasie po drugiej stronie ulicy, zniknęła w swoim mieszkaniu. - Skandal nie zakończył się w momencie narodzin Copper. Rodzina mówi, że wyrosła ona na twardą i nieokiełznaną kobietę i wyszła za faceta, który nazywał się Earl Dean Biscayne. Mieli trójkę dzieci. Te dzieci są chyba moimi kuzynami, ale nie wiadomo na pewno. Copper zginęła kilka lat temu w pożarze w swoim domu. - Dlaczego nie wiadomo, czy jej dzieci są twoimi kuzynami? Boże, to było trudne. Patrzyła na kroplę deszczu ściekającą po szybie.
Po drugiej stronie płotu wybuchł psi jazgot. W domu zawtórował mu Dirk, nisko,
Na myśl o oddaniu odznaki zrobiło mu się niedobrze. Nie był gotów odejść, do cholery, a
Przyjaciel powiedział mu w kilku słowach, czego się dowiedział, choć nie było tego dużo,
– Słucham? Kim jesteś? Postać tylko się uśmiechnęła.
63
głupiutkiej Laney.

nigdy nie dostrzegałaś tego, co miałaś przed

– Mam nadzieję. Do cholery! Nie żyje policjantka. I kilka innych osób. A więc mamy nie
– Bosko – mruknęła.
Bentz opowiadał, że jego przyjaciel Jonas Hayes przyjechał z Los Angeles. Wyraził

narzędziem; w obudowie jest korkociąg, śrubokręt, obcinaczka do paznokci, małe nożyczki i

słońca i wszedł do środka.
Szeryf Gary Hansen, różowa twarz. Powinien wrócić
Dane zapytał:

obrotach, jak zawsze, gdy wyczuwał anomalię; coś było nie tak, jak powinno.

pokoju znajdował się ich nowy lokator... Wolałaby go nie spotkać.
nie zarażam żadną chorobą ani nic w tym rodzaju.
- Trochę późno o tym przypominać, ale... Czy nie mówiłem, żeby